Zimowa wyprawa do Nałęczowa

Mogłoby się wydawać, że zima to kiepska pora roku na keszowanie. Krótki dzień, ziąb, śnieg – kto może ten nie wyściubia nosa z domowych pieleszy. Komu chciałoby się wyjść na kesze… Otóż grupie Geocaching Warszawa bardzo się chciało!

Kilka tygodni temu ru.beus zaproponował wspólną wyprawę w woj. lubelskie. Trasa miała przebiegać przez Kurów, Klementowice, Wąwolnicę i Nałęczów, a w drodze powrotnej Dęblin i Garwolin. Odzew był ogromny – na wyjazd zgłosiło się tylu chętnych, że w niedzielę 8 stycznia z Warszawy wyruszyły trzy samochody. Pierwszym przystankiem i miejscem zbiórki dla grupy lewobrzeżnej (haniagaj, ru.beus, okrutnyb, jonash2202, kalwas1987 i ja) oraz prawobrzeżnej ([MAD], 13MAR, kkam54, QbaPL oraz PONAKUMA z rodziną) była Góra Kalwaria. Tam przy mrozie oscylującym w granicy -20 stopni zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i oczywiście ruszyliśmy po pierwszego kesza.
 
fot. okrutnyb
 
Tu też spotkało nas pierwsze – jak się okazało dopiero jedno z wielu – niepowodzeń – brak skrzynki. Żeby nie zaczynać pechowo, kesza reaktywowaliśmy. 
Zmienne szczęście nas jednak nie opuszczało – obok całkiem sporej liczby znalezień, regularnie przytrafiały nam się i DNFy. Część z nich to z pewnością wpływ warunków atmosferycznych – ataku zimy i zalegającego śniegu, jednak sporo pojemników najzwyczajniej w świecie po prostu poginęło. Niezrażeni i wzmacniani słodkościami i napojami rozgrzewającymi dzielnie przez cały dzień kontynuowaliśmy naszą podróż. Trafiliśmy do kilku prawdziwie magicznych miejsc – ja na pewno zapamiętam Skansen Bojowy w Mniszewie, skute lodem Jezioro Skrzynka, przepiękny kościół w Klementowicach, wąwóz lessowy w Wąwolnicy czy odwiedzony już po zmroku Fort Mierzwiączka Twierdzy Dęblin. Zdecydowanie warto było też zawitać do Nałęczowa – słynne uzdrowiskowe miasto ozdobione jeszcze świątecznymi akcentami – w ten mroźny dzień wyglądało naprawdę pięknie.
Kesze, kesze, kesze – to one były naszym głównym celem. Zdecydowanie dominowały skrytki tradycyjne, ale i wśród nich spotkaliśmy kilka prawdziwych perełek – jak choćby pełną skarbów dużą skrzynię w Kęble czy cenną kombinację 4/3,5 w Twierdzy Dęblin.  I co najważniejsze – nasz bilans okazał się dodatni – różny w zależności od samochodu, ale wszyscy mieliśmy więcej odnalezień niż DNFów.
 
Do Warszawy wracaliśmy już w podgrupach. W Nałęczowie został jeszcze PONAKUMA, a reszta grupy prawobrzeżnej po wspólnym keszowaniu w Forcie Mierzwiączka postanowiła zahaczyć o centrum Dęblina. ‚Lewy brzeg’ ruszył w stronę Garwolina i tu czekał na nas jeszcze kesz ‚Cmentarz Żydowski w Sulbinach’ założony przez hacze_losy i grupowy STF. Do domu dotarłam chwilę po 21 – trochę zmarznięta, ale na maksa szczęśliwa. Oczywiście już piszę się na kolejny wyjazd – na szczęście długo czekać nie będę bo ru.beus już planuje nowe kierunki 🙂
 
Tekst: Sowka11
(Visited 26 times, 1 visits today)

4 Comment

  1. Dobry ammobox nie jest zły. Ale wolę jednak wstawiać do niego dodatkowy plastikowy pojemnik, drewno jednak ciut nasiąka wodą.

  2. EUzebiusz28 says: Odpowiedz

    Żałuję że z wami nie byłem. Eeeeeehhh

  3. Brrr… nas zima raczej zniechęca do keszowania 🙁 Trzeba się będzie przemóc, bo ten marazm już mnie wkurza 😉 No i pisać na blogu nie mam o czym hahaha 😉

    1. rubeus says: Odpowiedz

      Wystarczy się ciepło ubrać – czapka, szalik, skarpety i mrozy nie straszne 😉

      Ja rok temu wybrałem się do Wilna, gdzie było -15
      http://geocaching.waw.pl/pasivaiksciojimas-po-vilniu-czyli-zimowa-wyprawa-ru-beusa-do-wilna/

Dodaj komentarz